Początki

Wiele osób pyta mnie, jak to się stało że zostałem masażystą? A później też jak zacząłem uczyć Lomi Lomi. Zwykle opowiadam historię o tym, że hawajskie praktyk w moim życiu zaistaniała już we wczesnym dzieciństwie. I wyssałem je z mlekiem mamy. Ponieważ byliśmy wesołą rodziną, to też w mojej rodzinie dużo się śpiewało. A jednym z hitów była piosenka o hawajach. Taka co opisuje brzegi Hawajów, klify i całą urodę tych wysp. Tato przygrywał na mandolinie, a rodzinka śpiewała……… No i tak Hawaje trafiły do mojej podświadomości. 

Dorosłem już dawno zapomniałem o tych czasach szczęśliwego dzieciństwa w latach 80 tych – I wówczas hawaje magicznie wróciły. 

Chyba jest w tym jeden z zaczynów tego, że już od kilkunastu lat wciąż praktykuje Lomi Lomi i inne cudowne aktywności z wysp Pacyfiku.

Prawdą jest też to, że kiedy kończyłem pierwsze szkolenia z masażu klasycznego, leczniczego, limfatycznego i podobnych. I kiedy przyjmowałem swoich pierwszych pacjentów na tzw. Klasyka. Zobaczyłem, że czegoś mi w tym wszystkim brakuje. Że anatomia, jednostki chorobowe, techniki klasyczne masażu pozbawione są czegoś większego,  jakiegoś pierwiastka duchowego. Leczą tylko skutek, a nie przyczynę dolegliwości. Oczywiście są potrzebne. Bo sam dotyk, nawet niezdarny może być pomocny.

Szukałem czegoś głębszego. I być może to właśnie moja podświadomość trafiła na ogłoszenie w jakiejś ezoterycznej gazecie. O jakimś dziwnym kursie Hawajskiego Lomi Lomi. 

I tak to się zaczęło. Za co jestem wdzięczny, często wracając do tej piosenki. /Hawaj jest piękny…